Zapuścili tu żurawia...

środa, 2 marca 2016

Wiem.

Tak.
Dostałam dziś skierowanie do szpitala, na operację.Czyli mi się nie udało wysmyknąć, uciec od tego. Przy takiej diagnozie musi być skierowanie na operację.
Nie wiem, jak mój brzuch przeżyje piąte ( tak kurwa piąte, czytaj 5 ) cięcie! Nie wiem. Brzuch to w sumie pół biedy,ale jak przeżyję to ja?  Ja, moja psycha...tak styrana po ostatnich przejściach po operacjach. Nie wiem.
Wiem teraz, że trzeba pójść i ustalić termin operacji. Szkoda tylko, że od poprzedniej minęły tylko 2 miesiące. A ja znów mam się kłaść na stół. Znów.
Wiem. Jacek mówi, że każdy dźwiga swój krzyż. Wiem i zgadzam się z tym w 200%. Tylko sobie myślę, czemu mój krzyż jest od jakiegoś czasu taki ciężki? Dziś mnie do ziemi przygniata, innymi dniami czuję, jakby go wcale nie było. Ale wiem, że niosę...aż doniosę. Zastanawiam się, gdzie mam do donieść, gdzie jest meta? Mam tylko nadzieję, że ta meta nie jest daleko.
To biegnę do mety, bo chcę wygrać. Tak.
Pokonać to, co przeciwko mnie, przeciwko nam. I cieszę się, że mam takie wsparcie i w mężu i w przyjaciółkach, aż nie pomyślałam,że mam ich tyle.
Wiem.

czwartek, 25 lutego 2016

Jak dobrze.

Udaję.
Jak dobrze mi to idzie? Chyba nawet ja sama w to uwierzyłam. Tak, jestem zdrowa. Nic mi kurde nie jest! Nic! Zrozumiano?
Co wieczór mam załamkę, co wieczór mam galop myśli. Znów to samo, no ja pierdolę! Czy to jest jakiś żart do cholery? Ileż można? Ok, pośmiejmy się raz, czy dwa, ok ok. Ale, że znowu? Nie, ja nie dam rady. Tak wiem, inni mają gorzej, wiem, wiem.
Ale moja psychika tego gorzej, to by nie wytrzymała, jak ledwo co dźwiga nowości z ostatnich tygodni. Nie wiem, co dalej, a raczej tylko się mogę domyślać i doczytywać z gooogla, co mnie czeka. Po tylu cięciach, czeka mnie kolejne, znów brzuch.
Czy to jest kurwa jakiś pierdolony test? Jeśli tak, to ja przepraszam, ale poprzedni chyba zdałam, co??? Zaliczyłam cięcie, zaliczyłam zakażenie, zaliczyłam podejrzenie sepsą, pobyt w sali 6 osobowej ponad tydzień. No ja przepraszam, jeszcze coś?
Ok, rana poprzednia zaleczona, brzuch aż zapadnięty z nadmiaru wyciętych, zakażonych tkanek. Nawet od miesiąca pracuję. I co? Znowu? Komu coś zrobiłam, kto mnie zauroczył???
Gdyby nie moje chłopaki, to pierdzielę, wyłabym co dzień. A tak....też wyję, ale nie co dzień. Co wieczór. Jak już śpią, jak słyszę te pochrapywania miarowe, oddechy spokojne. Jak śnią o pierdetach, autkach, gierkach... Jak są tacy spokojni i nic im nie przeszkadza.
Wtedy nie słyszą, jak płaczę, jak się boję...Bo śpią. A jak się obudzą, to będzie po wszystkim, znów będę zaleczać rany, ściągać szwy.
To najgorsze prześpią...To im daruję.

niedziela, 1 listopada 2015

" Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins

Szczerze, to myślałam, że zakupię tą książkę dopiero za jakiś czas. Widziałam reklamy na portalach czytelniczych, widziałam recenzje. Myślałam, ok ustaw się książko w kolejce do czytania, do zakupu.
Sytuacja zmusiła mnie do przeczytania "Dziewczyny z pociągu" szybciej, niż myślałam.
W szpitalnym kiosku nie było nic poza książką o Kaczorze (nie Donaldzie) i wyżej wymienioną. Nawet cena obniżona, specjalnie chyba dla pacjentów w desperacji, którym już krzyżówki nie wystarczają, a prasa kobieca jest nudna jak flaki z olejem. Dla mnie, znaczy się!
Kupiłam, przeczytałam w ciągu 1.5 dnia.
Sprawy się mają tak, że sam pomysł na książkę jest średni, banalnie prosta historia.
Nie wiedziałam, że to takie proste, wystarczy dwóch facetów, do tego trzy babki, mieszamy, mieszamy i tadam! Każdy z każdym, to wiadomo, że komuś przestanie się w końcu taki układ podobać. Oto zbrodnia niedoskonała. Trup tylko jeden, ach jaka szkoda.
Trzeba się pilnować podczas czytania, gdyż historia opowiedziana jest z punktu widzenia trzech kobiet, w różnym czasie. I to tyle, czego wymaga od nas autorka książki, reszta leci już sama.
Moim zdaniem, bez szału. Po raz kolejny sprawdza się powiedzenie, żeby nie oceniać książki po okładce. Zapowiedzi tej pozycji są przerysowane, przesadzone. Książka jest przereklamowana.
I tak szybko, jak się ją czyta, szybko się o niej zapomina.


niedziela, 25 października 2015

Dzień świstaka, czyli ja wysiadam.

Fatalnie. Znacie takie uczucie, że coś już kiedyś było? Albo zdarza sie, że ciągle coś sie powtarza? Kurna chata.
Bo ja sie budze w nocy i znów widze ten sam sufit. Niestety nie domowy, szpitalny. Po raz trzeci, jakaś kpina!?
Powikłanie po operacji, ktore spotyka jedną na sto osob! Czuję się bardzo zaszczycona i doceniona, ale do jasnej cholery, czemu ja? Łaj?
Leze i patrze w sufit i szukam odpowiedzi na to pytanie już od piątku. Moje dumania przerwał lekarz, że za 5 godzin na blok operacyjny.
Masz babo placek, tego to ja dziś nie planowałam.
Wiec poddaje sie i czekam.
Trzymajcie kciuki, bo tym razem musi sie udać.

ps.Przepraszam za brak polskich znakow momentami, ale nijak nie moge rozkminić, jak sie je ustawia. Ech.

niedziela, 18 października 2015

" Florystka " Katarzyna Bonda

To miała być lektura typowo wakacyjna, zakupiona na deptaku w Darłowie, za kilkanaście złotych. Nie oczekiwałam zbyt wiele, zwłaszcza, że polskie kryminały jakoś mnie nigdy nie rajcowały.
Chciałam czegoś na plażę, na międzyczas kiedy dzieciaki z tatusiem budują zamki z piasku. Chciałam czegoś, co zabije czas, bo poprzednia książka skończyła się za szybko ( ale o niej innym razem).
I zaczęło się.
Targałam "Florystkę" ze sobą wszędzie. Kibel, wanna, łóżko, autobus, poczekalnia.
 Po kilku pierwszych stronach, wiedziałam, że przepadłam. Ten opasły tom, te kieszonkowe wydanie o mamo, zaledwie 570 stron, zdominowało moje codzienne czynności.
Świetny plan akcji, wiele wątków, a przy tym wszystko tak ze sobą spójne, tak tworzące logiczną całość. Proces profilowania tak doskonały, w każdym akapicie. Jestem zachwycona!
Usiłowałam złapać autorkę na jakimś błędzie, nieścisłości, szczególiku. Uwierzcie, że się nie dało. Wszystko jest tak ze sobą dobrze spięte, że muszę przyznać, Kasiu Bondo - masz mnie!
Mało jest takich pozycji literackich, które tak mnie nakręcają. A, że jeszcze o nich myślę długo po przeczytaniu, to są dopiero ewenementy!
Żebym ja, do przedostatniej strony nie wiedziała, kto zabił? Albo chociaż się nie domyślała? Skandal.
Do samego końca drążyłam temat, kim jest tytułowa Florystka i jak to się stało?
Kiedy wszystko się wyjaśnia, nadal pozostaje w czytelniku znak zapytania, bo radzą się wątpliwości. Ale niepotrzebnie.
Ja się pytam, czemu sama na to nie wpadłam?
Z niecierpliwością zabieram się do innych książek autorki, bo jeśli mają być na takim poziomie, jak "Florystka", bądź lepsze, to szacuneczek.

sobota, 17 października 2015

Szmat czasu.

Ile to minęło? Szmat czasu mnie tu nie było.
Widziałam już sporo wpisów na innych blogach, o wielkich powrotach na łono pisania. Widziałam, jak się ich autorzy zarzekają, że wrócili, i że będą i że już na zawsze. I po takich postach widziałam znów ciszę na blogach, pusto. Jak było, tak pozostało.
A nie lubię rzucania słów na wiatr, pustych obietnic. Nie lubię, tak w życiu, jak i na blogu.
Dlatego nie obiecuję i nie piszę: Jupiii, wróciłam!
Nie piszę, że będę i już nigdy i już zawsze. Nie.
Bo czyny są ważniejsze niż słowa, nawet te pisane. Czasem te pisane są bardziej istotne, przynajmniej dla mnie.

Towarzystwo widzę też się posypało. Blogi, które kiedyś czytałam i które miały swoje prawdziwe życie w necie, już nie istnieją! Szok.
Ale wszystko się przecież zmienia, nic nie jest już takie samo.
Panta rhei.

piątek, 13 lutego 2015

Telebisie

Jestem w szoku, ile dziecko może w kółko oglądać te same bajki.
Dzień w dzień, godzina w godzinę, wciąż to samo, bez przerwy. Nie daj boże dorwie się do pilota, którego obsługuje lepiej niż my, wie gdzie jest jutub, ipla, vod.
Steruje jakby urodził się z pilotem w ręce. Szok! Mowa o Filipku, 2.5 roku zaledwie! (Jedyne wyjście to chyba pozbyć się tv z domu).
Więc wracając do tematu, niech no tylko pilot będzie w zasięgu jego łapki, to dawaj krzyczy: mój pijot, mój pijot! Moje telebisie!
I tak od jakiegoś miesiąca, królują u nas Teletubisie. Cóż to za bajka, miodzio. Filipek łoi w kółko te same odcinki: jak to telebisie ( bo tak je nazywa) jedzą telegrzanki, robią tubisiowy krem, ba, tańczą i śpiewają!
Niewątpliwie najlepszy jest odcinek, w którym Tinkiłinki śpiewa piosenkę o torbie : torba, torba, torba ( cytuję tekst piosenki ) i biega z damską, czerwoną torebką po łące! Osz kur...Witkowski ze swoją toreką- czajnikiem się chowa!! I pomyśleć, że takie trendy już były ładnych kilkanaście lat temu.

Zastanawiam się, kiedy Filipowi ta faza przejdzie?Nic nie pomaga, ani książeczki, klocki, rysowanki, nic.
Po całym dniu w domu i towarzystwie tych czterech kolorowych stworów, można się zapomnieć i zacząć się bawić z mężem w: tulimmmmyyyy! Tylko któreś z nas wyłącza to cholerstwo, bądź przełącza kanał, to dopiero, krzyk i wycie.Terror.
Ogłaszam wszem i wobec, zwracam honor innym bajkom, na które niedawno psioczyłam! Wracajcie świnki peppy i koty proty! Proszę!!!!

piątek, 6 lutego 2015

Dobra, dobra, dobra

Doczekaliście się! Jestem.
I sama nie wierzę własnym oczom, że po czterech miesiącach ten remont się skończył. No prawie, bo zostały jeszcze jakieś silikony przy kaflach i kinkiety zawiesić, półki w łazience, karnisze w sypialni. Pikuś w porónaniu z tym, co tu sie działo. Włączam reset i kasuję życie bez wanny, bez kuchenki gazowej, piekarnika, pralki i klopa. Tak, przy dwójce dzieci regularnie z nami mieszkających, udało się przetrwać ten obóz! Huuuuuura!Co tam, że zasmaklowaliśmy w parówkach z mikrofali i potrafimy umyć głowię z zlewozmywaku w kuchni, nic to!
A teraz czekajcie, aż mój nowy smartfon raczy się naładować, a jego nowa Pani, czyli ja, raczy się nauczyć, jako owe cudo się obsługuje, co ma w sobie i gdzie! Wtedy oto wkleję zdjęcia, jeśli zdołam je zrobić! Ale obiecuję, postaram się! Słowo harcerza!
No a teraz , gdy już przeprosiłam się z moim blogusiem i daliśmy sobie po buziaczku, witam wszystkich :)
Do następnego!

A tak było, za starego smartfona...



piątek, 30 maja 2014

Brak prawa do jazdy.

Tak, brak. Prawo jazdy śni mi się po nocach. Prawo jazdy będzie normalnie powodem naszego rozwodu, jak tak dalej pójdzie! A doczłapaliśmy już, o niebiosa, do skórzanej rocznicy, więc jest dobrze!
Jestem tchórzem w tej kwestii. Kiedyś miałam chęci i zrobiłam kurs, oczywiście, jak dzieciarni nie było jeszcze na świecie. Oblałam pierwszy egzamin, po czy stwierdziłam, że się obrażam na ten system i prawko mi nie jest do niczego potrzebne! A jak! Tyle ludzi żyje bez prawka i sobie radzą, to po co mi to gówno! Mam autobusy, mieszkam w dużym mieście!
I to był cholera mój błąd! Trzeba było cisnąć, puki był czas na to.
A teraz co?
Co najmniej raz w tygodniu słyszę:
-  idź na prawko
- gdybyś miała prawko...
- nie masz prawka?
- ja sobie życia nie wyobrażam bez auta
I tak kurwa w koło macieju, to obrzygania, flaki mi się już wywracają!
Jak żyć panie premierze z tym piętnem!?
Najtrudniejsze jest odpowiedzenie sobie i innym, dlaczego tak naprawdę nie poszłam po raz kolejny na kurs prawa jady? Dlaczego nie próbowałam po 8 razy, jak inni ( inne), aż do skutku?
Samej mi trudno na to odpowiedzieć.
Bo się boję jeździć, nie panuję nad autem, boję się wypadków, nie mam kiedy iść na kurs. Za cholerę nie rozumiem, po co w aucie tyle biegów, i dlaczego kierunkowskaz sam się nie włącza, kiedy pomyślę o skręcie... I boję się kolejnej porażki na egzaminie. Ot to.
W sierpniu mam urlop, i do tego czasu postaram się jakoś sama zmotywować, żeby coś w tym temacie podziałać. Może.
Nie mam wątpliwości, że na tylnej szybie auta, do którego kiedyś wsiądę, nakleję naklejkę: UWAGA, TYPOWA BABA.








A dla fanów dialogów z Mikim, perełka sprzed kilku dni:
Ja: Miki, już tyle czasu na angielski chodzisz, to coś umiesz powiedzieć?
Miki: no...
Ja: Czyli?
Miki: penkju bejbe!




środa, 19 lutego 2014

Świat pełen szmat.

Wzięliśmy i ochrzciliśmy naszego diabełka małego. Więc belzebubek już nie jest belzebubkiem. Ale nie o ty chciałam.

Od kliku dni jakaś szmata pierdolona z mojej pracy, obrabia mi dupę na forum.
Jak ja czegoś takiego nie cierpię! Nie ma pizda odwagi powiedzieć mi wprost, to smaruje w necie. Zajebię, jak się jakimś cudem dowiem, która to sucz. Najgorsze jest to, że pisze jakieś brednie, wyssane z palca. A że forum dotyczy pracy, to sobie możecie tylko wyobrazić, co czytam na swój temat...
Oczywiście moderator forum, po moim mailu usuwa te posty, ale co jakiś czas pojawiają się nowe.
Ach, musiałam zajść za skórę jakiejś prostej dziewce, której zapewne podziękowałam za pracę i się cipsko mści, w pożal się boże pięknym stylu. Mam nadzieję, że nie mam tej jednostki już w swojej ekipie, bo jeśli to osoba, która nadal pracuje, to niech się już dziś zacznie modlić o łagodny wymiar kary!
Wiem, powinnam olać, wypiąć się na to. Staram się, bardzo.
Zresztą, nie mi pierwszej i nie ostatniej tam dupę obrabiają. Od zawsze pojawia się wątek, czy to leniwej kierowniczki, pojebanej dyrektorki, czy mobbingu. Tak to jest, jak się ma nad sobą kogoś, kto wymaga. Trzeba było iść pracować na taśmę, skręcać zawroki, a nie się pchać do pracy między ludzi. Ba! Między baby.
Tylko po raz kolejny przekonuję się, jak ludzie są obłudni i fałszywi, jak potrafią komuś zatruć życie. Anonimowo oczywiście, bo jakby inaczej. Powiedzieć komuś w twarz, że jest obibokiem, wstrętną babą( tak tak, ładnie mnie nazywa). Nie ma szans. Prędzej w gacie by zrobiła, niż się wysłowiła.
Już się boję myśleć, co czują celebrytki, kiedy w  necie czytają o sobie same przykre rzeczy. Taka Szulim, czy Dodzia teraz, to mają przesrane. Te przynajmniej se dały po ryju.
O! To jest myśl!


wtorek, 7 stycznia 2014

Pierdu szmerdu.

I zaczęło się. Nie nie, to już raczej się kończy, mija. Te noworoczne obietnice! Ha haha.Śmiechu warte.
Nie będę palić, pić, tyć, będę się wysypiać, znajdę czas na to i tamto i nawet na sramto!
Pierdu szmerdu, takie pitolenie, pisanie...Zawsze mi się chce z tego śmiać, jak czytam gdzieniegdzie o postanowieniach, obietnicach, po czym za rok czytam, lub słucham o tym samym. Schudnę, będę ćwiczyć, będę czytać książki, będę mniej grać w gierki, pójdę do teatru!
I nic z tego nie wychodzi, albo wychodzi- taki mały bobek, wyciśnięty, wymiętolony, z naszych obietnic, zarzekań.
Dlatego mam dupie, nie obiecuję, nie przysięgam. Nie robię z gęby cholewy.
Ale pomyślę, bo chyba czeka mnie trochę pracy nad sobą.
Mój mąż na sylwestrze usłyszał, od znajomych, że jak on ze mną tyle wytrzymuje.
Piękny początek roku, nie ma co.
Szkoda, że nikomu nie starczyło odwagi, żeby mi to powiedzieć, no ale to już jakby inna kwestia i inny temat.
Niczego nie obiecuję, ale mam kilka refleksji.


A Wy? 

czwartek, 19 grudnia 2013

Daj mi tę noc!

O tak!
Daj mi tę noc, taką, jak ostatnio w hotelu Ibis w Warszawie...albo też taką, jak w Hiltonie...
Daj, daj daj!
Znów! Proszę...

Noc bez wrzasku Filipa:
- Eeeeeeeeeeee!!!!!
- Uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
- Beeeeeee....
- Meeeeeeeeeeeeee

Noc bez wrzasków Mikołaja:
- Mammmmmmmmo!
- Maaamooo!!!
- Pić!
- Maaaaaaaamo, miałem zły sen...
- Mamoooooo, dupka mnie swędzi!
- Mamooooo, kiedy wstajemy?!
- Mammooooo, a wiesz, że babcia ma już łańcuchy na choinkę???

I tak z dziesiąt razy w nocy, wstawaj i się kładź. Kładź się i wstawaj. W nieskończoność.
W miedzyczasie szturachaj chrapiącego męża, słuchaj jak wstaje do kibla, otwiera i zamyka lodówkę, i człap człap człap po przedpokoju.

A potem wstań do pracy, wyglądaj jak tap madl, uśmiechaj się od ucha do ucha, obsługuj wszystkie klientki i jeszcze znoś wizytę regionalniusiej, która o 11 przed południem śmierdzi, jak wieprz.
Co to kurwa dla mnie, co?

Więc daj mi tę noc, gdzie śpię z koleżanką z pracy, która nie chrapie i sika w nocy tylko raz. Proszę!!!

czwartek, 5 grudnia 2013

Ruski kożuch.

Matko jedyna, jak się pisze kożuch? Musiałam skorzystać ze słownika, czad.
Się było w warszawce, się miało mieć sprany mózg, się ma dość, się chce spierdalać, się zmeczyło, się jebnę w łeb, bo chcę zapomnieć. A to wszystko dla nas, cała ta jazda, cały ten dzień w firmie, całe to gówno i stres i nerwy!
Ocena kompetencji.
Tak moi drodzy. Wspólczuję.
Tylko nie sobie, im.
Szkoda mi, że tak sobie móżdżki ( bo mózgów już dawno brak) piorą, sami się nakręcają, popędzają, podniecają! Czym, kurwa ja się pytam, czym!?
O debile z korporacji, jak mi Was szkoda.
Za co to robią? Kasa? Wątpię...
Serdeczne moje współczucia, że musicie teraz mnie oceniać, moje kompetencje, moje umiejętności, zdolności. Nie zazdroszczę. I powiem Wam jedno, co byście nie wyprodukowali na mój temat, jakich wniosków byście nie wysnuli, planów rozwojowych, naprwczych, szkoleń...Powiem Wam jedno: walcie się na ryj, w tych swoich schematach, tabelkach, scenkach.
Bo ja dziś grałam, kogoś- bo przecież nie siebie.
Nie tam moje miejsce, to wiem.
Dyplomacja, poważanie, ściema, kurwa mać ściema na maxa, to ja.
Przecież nie powiem, co myślę, bo mnie wyautujecie, a puki co, to nie czas.
I tylko świetnie było, bo towarzystwo pierwsza klasa, spieradlający pociąg...polecam! I ciepłe, ruskie kożuszki, oj tak,tego w warszawce zabraknąć nie może.


Ps, żarcie w złotych tarasach jest zdecydowanie passe...tłusto, mało, drogo.

piątek, 8 listopada 2013

Jeb w łeb.

Wziął mnie mąż wypuścił z domu wieczorem. Tak, miałam wychodne, ej! Nic to, że sie objadłam, jakbym nigdy nic nie jadła...nic, że się opiłam piwa, jakbym nigdy go nie piła...nic to. O jezu, ale mieliłam językiem przez 5 bitych godzin, to chyba nie jest normalne!
Ale czad.
Było zajebiście, totalny reset, relaks i kurde, jak się nazywa czyszczenie dysku kompa...siet, nie pamiętam. Defragmentacja?? Cos w ten deseń.
Pierdolę i tak warto żyć!

Kiedyś bałam się,że jestem jednostką, która nie ma zainteresowań...nic, zero, kurwa mać nulll. A zewsząd trąbią i piszą, że każdy ma jakiś talent i zainteresowania! I co? I chuj. Ja nie z tych.
Do czasu.
Teraz to ja się boję, bo odkrywam swoje zainteresowania, i co? I ja się ich boję. Że ja? Takie korby? Takie fazy?
To nic, że jaram się seryjnymi zabójcami, to nic. I storczyki? To też nic.
Mam swoją zajawkę od jakiegoś czasu, kolejną, taką znów nie klasyczną. Nie malowanie, nie czytanie, nie moda, o kurwa nie, nie!!
Nawet mam swoje forum.
Wszystkie blogi o nawiedzonych domach/ miejscach przeczytane. Foty w necie, obejrzane. I dalej ryję w tym tunelu i jestem coraz głębiej. I jest ciemniej i coraz więcej się dzieje.
Tylko matko bosko, czasu brak!!!!

Ale ja się nie dam, pogodzę pieluchy, sranie, grzybicę sisiorka Filipkowego, diagnozę dojrzałości szkolnej Mika, wskaźniki sprzedaży i ocenę pracowników, rozsyłanie cv i rozmowy kwalifikacyjne między duchy, nawiedzone miejsca, domy, paranormalne zdolności i szukanie literatury w tym temacie.
A co!
A kto, jak nie ja???
Ja pierdolę, Filip się obudził.

środa, 23 października 2013

pitu pitu

Trwa polowanie na allegro na literaturę fachową. Dorwałam się do forum o seryjnych mordercach i tam znalazłam listę świetnej, fascynującej i interesującej mnie literatury. To jedziemy, allegro jest moje, tylko to polowanie jest w dosłownym sensie, bo jak widzę książkę za 250zł na kup teraz, to codziennie sprawdzam, czy ktoś jej na licytację nie wystawił przez przypadek. Tak, może się uda, nie poddaję się. Tak się napaliłam, że jeden tytuł zalicytowałam u dwóch sprzedawców, u jednego za 5zł, a u drugiego za 1zł i co? Obie wygrałam, brawo! Mam dwie takie same książki. Promocja.
Nie dziwi mnie to, bo ja wiem, że takie durnowate sytuacje mnie nie omijają.
Tylko panie premierze, kiedy to czytać? Zwłaszcza jak zaczęłam przerabiać opasłe tomisko "Morderstwo w klasztorze" to muszę skończyć, nie popuszczę.
Może nie kupię kilku bluzeczek i zainwestuję w literaturę fachową, naukową, bo te 250zł jestem w stanie wydać, o dziwo. Tylko musiałabym nikomu o tym nie mówić, żeby szybko zapomnieć.
I jeszcze jedno.
Czy wypada kupić regionalnej antyperspirant?
Jezu, 21 wiek i tacy jaskiniowcy między nami...


czwartek, 3 października 2013

Mi

Mi to jest fajnie.
Wyszliśmy ze szpitala po 2 tygodniach, bo turnus się skończył. Chciałam się paść za swoje własne pieniądze ze składek płaconych od nastu lat, ale mi nie dano. Dziecku też nie dano.
I dziecko dalej choruje. Ile można brać antybiotyk?
Boksujemy się ciągle z kaszlem, katarem.
To Filip. A Miki?
Ten nie spoczywa na laurach. Dziś pani wychowawczyni mi powiedziała, żeby Miki nie oglądał z nami wiadomości wieczorem, bo potem opowiada chłopakom o strzelaninach i zabitych dzieciach. Same krwawe historie, jak to się wyraziła. Boziu, jaką ja musiałam mieć minę.



Mi to jest fajnie, zajebiście wręcz. Jak się powiedziało A, to trzeba też B powiedzieć, czyż nie?
Mając full czasu wolnego, gdy Filip spał, ja nie próżnowałam. Oprócz tego, że obejrzałam wszytskie zaległe odcinki pierwszej miłości, klanu i 2xl, to również zaktualizowałam swoje cv i puściłam w świat w kilkunastu egzemplarzach.
Chciałabym coś zmienić zawodowo, choć cieszyć oko z pensji, która na dzień dzisiejszy nie drgnęła od 3 lat, czytać maile na poziomie, a nie prostackie teksty, że nie umiemy na siebie zarobić...Coś popchnąć do przodu.
O fak, i zaczęło się. Normalnie w dwóch firmach przeszłam do następnego etapu rozmów kwalifikacyjnych. Co jest! Jakże się zdziwiłam, ale tak mile. Z jednej rekrutacji sama zrezygnowałam, bo trafiłabym z deszczu pod rynnę. Jezu, nie jestem taka zła, jak mi się wciska w tej firmuni francuskiej.
Wysyłam dalej, a co mi tam!



środa, 18 września 2013

Siostro Basen!

I mam.
Byłam na skraju załamania, to sobie wywołałam wilka z lasu i mam jeszcze gorzej. No może nie do końca ja, ale Filip.
Siedzimy sobie właśnie w luksusowym apartamencie szpitalnym, z łazienką, widokiem na śmietnik i trzema posiłkami w cenie.
Filip ma zapalenie płuc, wczoraj przywieźliśmy go na izbę przyjęć, bo gorączkował, miał duszności, siniał. A, że się kurwa dostać do naszej osiedlowej przychodni ni cholery nie można było wcześniej, to efekt jest taki, a nie inny. Przy okazji pozdrowionka dla właścicieli przychodni, którzy miedzy jednym pacjentem a drugim, idą do kantorka na dymka ( tak, tak) i tym sposobem trzeba czekać na swoją kolejkę 1,5h!!! Mam nadzieję, że niebawem się doigracie.
I włala.
Jesteśmy na nieplanowanych wczasach.
Narazie nie wiem, kiedy nas puszczą, boję się pytać.
To tyle, puki mój wczasowicz tnie komara
Aha, o jezu, zapomniałabym! Przez jeden dzień leżeliśmy na sali z babką, która spasła własne dziecko do granic możliwości. Jej 2,5 letni syn waży 21kg, to więcej, niż mój 5 letni Miki!
Brrr, cały dzień wpychała mu do buzi serki, princesski,monte, bułki, kabanosy i dopajała granulowaną herbatą! Jak widziała mój przerażony wzrok to mówiła, że przecież musi mu dać jeść, bo dziś kupy nie robił!!! Kurwa, biedny chłopiec. Łaził po oddziale ze smoczkiem w buzi ( miał do wyboru 3 różne smoczki i sobie wybierał, który będzie teraz ciumkał), jak coś mówił, to nie rozumiałam co, bo ze smokiem w buzi. Ech.

sobota, 14 września 2013

Ale Filip!

Jestem na skraju załamania.
Dom wygląda jak lumpeks, wszędzie walają się ciuchy wyprane, nie poskładane, albo poskładane, ale rozpierdolone przez Filipa, bo nie schowane w porę do szafek. Kurwa, tylko wagę postawić w pokoju na ławie ( i zaraz się do ławy ta waga przyklei, bo ujebana jest dokumentnie, już nawet nie nie wem czym) i zacząć handelek! Ale bym kasy zbiła! Prawie, jak w pracy, tylko zamiast kasy i komputera jest waga! A jak.
Dziś w zlewie z brudnymi garami znalazłam właśnie z prania czystego, wrzucone moje stringi i skarpetę Mika. Cóż za wena! Filip gdzie dosięgnie, tam wrzuci. Co się będzie pierdolił, mama nie sprzątnęła, to on na miejsce odłoży, kochane dziecko!
Wziął wywalił z szafek Mika WSZYSTKIE ubrania, te złożone i schowane. I dawaj zabawa na 102, przenoszenie tych rzeczy z pokoju do pokoju....
Ma syn talent.
Kilka dni temu Miki zrobił siku do kibla, ale wody nie spuścił i nie zamknął drzwi od wc. Dużo Filipowi nie trzeba było, żeby urządzić sobie w klozecie mega zajebistą zabawę, utaplał się cały siurami, piżama mokra, podłoga mokra...Ja jebie. Jedyny plus, że tatuś ich wtedy pilnował hihihi!!!
Ma to dziecko kilka talentów, nie wątpię. Może to przez te frytki z maca, co mu kilka razy daliśmy? To by super niania miała używanie u nas na chacie, jakby się dowiedziała.
Więc proszę się mnie nie dziwić, że ja z radością odpalam czasem wrotki do roboty, żeby od tych diablaków odsapnąć. Taka syzyfowa robota przy nich, podnoszenie, odnoszenie, wyrzucanie, składanie, mycie, wycieranie i tak kurwa w kółko i końca nie widać!!
Kto powinien mi zapłacić szkodliwe? Choć na tą melisę, cobym mogła bezkarnie się odurzać codziennie.

piątek, 30 sierpnia 2013

Fociszcza

Obiecałam, to serwuję.
 Pierwsze co, to pojechaliśmy do Mika do Darłówka, na buziaczki i przytulaski. Z Dziadkami chciał zostać, więc został, rozpieszczuch.
 Przypnij Filipa szelkami i już wiesz, że kurna żyjesz. Tysiąc decybeli, jak nic.
 Jest dziura, jest zabawa. Jest Tatuś, nie ma nudy!
 Gwiazdy, rozgwiazdy...meduzy!
 Jezioro Jamno i my.
 Cip cip!! Filipka obsrały, spoko, wszystko było.
 Moje pierwsze czipsy, no zajebioza, świetna karma.
 Prawdziwi twardziele się zdarzają!
 Moje love!
 Goń mnie!
 Maszyny w powietrzu, to nos zadarty.


Odpoczęłam, poczytałam, pospałam, strzaskałam plery, miałam sraczkę, piłam piwo na śniadanie. Czyli wakacje uważam za udane!!!!!!!!!!!!!!!