Szczerze, to myślałam, że zakupię tą książkę dopiero za jakiś czas. Widziałam reklamy na portalach czytelniczych, widziałam recenzje. Myślałam, ok ustaw się książko w kolejce do czytania, do zakupu.
Sytuacja zmusiła mnie do przeczytania "Dziewczyny z pociągu" szybciej, niż myślałam.
W szpitalnym kiosku nie było nic poza książką o Kaczorze (nie Donaldzie) i wyżej wymienioną. Nawet cena obniżona, specjalnie chyba dla pacjentów w desperacji, którym już krzyżówki nie wystarczają, a prasa kobieca jest nudna jak flaki z olejem. Dla mnie, znaczy się!
Kupiłam, przeczytałam w ciągu 1.5 dnia.
Sprawy się mają tak, że sam pomysł na książkę jest średni, banalnie prosta historia.
Nie wiedziałam, że to takie proste, wystarczy dwóch facetów, do tego trzy babki, mieszamy, mieszamy i tadam! Każdy z każdym, to wiadomo, że komuś przestanie się w końcu taki układ podobać. Oto zbrodnia niedoskonała. Trup tylko jeden, ach jaka szkoda.
Trzeba się pilnować podczas czytania, gdyż historia opowiedziana jest z punktu widzenia trzech kobiet, w różnym czasie. I to tyle, czego wymaga od nas autorka książki, reszta leci już sama.
Moim zdaniem, bez szału. Po raz kolejny sprawdza się powiedzenie, żeby nie oceniać książki po okładce. Zapowiedzi tej pozycji są przerysowane, przesadzone. Książka jest przereklamowana.
I tak szybko, jak się ją czyta, szybko się o niej zapomina.
Zapuścili tu żurawia...
niedziela, 1 listopada 2015
niedziela, 25 października 2015
Dzień świstaka, czyli ja wysiadam.
Fatalnie. Znacie takie uczucie, że coś już kiedyś było? Albo zdarza sie, że ciągle coś sie powtarza? Kurna chata.
Bo ja sie budze w nocy i znów widze ten sam sufit. Niestety nie domowy, szpitalny. Po raz trzeci, jakaś kpina!?
Powikłanie po operacji, ktore spotyka jedną na sto osob! Czuję się bardzo zaszczycona i doceniona, ale do jasnej cholery, czemu ja? Łaj?
Leze i patrze w sufit i szukam odpowiedzi na to pytanie już od piątku. Moje dumania przerwał lekarz, że za 5 godzin na blok operacyjny.
Masz babo placek, tego to ja dziś nie planowałam.
Wiec poddaje sie i czekam.
Trzymajcie kciuki, bo tym razem musi sie udać.
ps.Przepraszam za brak polskich znakow momentami, ale nijak nie moge rozkminić, jak sie je ustawia. Ech.
Bo ja sie budze w nocy i znów widze ten sam sufit. Niestety nie domowy, szpitalny. Po raz trzeci, jakaś kpina!?
Powikłanie po operacji, ktore spotyka jedną na sto osob! Czuję się bardzo zaszczycona i doceniona, ale do jasnej cholery, czemu ja? Łaj?
Leze i patrze w sufit i szukam odpowiedzi na to pytanie już od piątku. Moje dumania przerwał lekarz, że za 5 godzin na blok operacyjny.
Masz babo placek, tego to ja dziś nie planowałam.
Wiec poddaje sie i czekam.
Trzymajcie kciuki, bo tym razem musi sie udać.
ps.Przepraszam za brak polskich znakow momentami, ale nijak nie moge rozkminić, jak sie je ustawia. Ech.
niedziela, 18 października 2015
" Florystka " Katarzyna Bonda
To miała być lektura typowo wakacyjna, zakupiona na deptaku w Darłowie, za kilkanaście złotych. Nie oczekiwałam zbyt wiele, zwłaszcza, że polskie kryminały jakoś mnie nigdy nie rajcowały.
Chciałam czegoś na plażę, na międzyczas kiedy dzieciaki z tatusiem budują zamki z piasku. Chciałam czegoś, co zabije czas, bo poprzednia książka skończyła się za szybko ( ale o niej innym razem).
I zaczęło się.
Targałam "Florystkę" ze sobą wszędzie. Kibel, wanna, łóżko, autobus, poczekalnia.
Po kilku pierwszych stronach, wiedziałam, że przepadłam. Ten opasły tom, te kieszonkowe wydanie o mamo, zaledwie 570 stron, zdominowało moje codzienne czynności.
Świetny plan akcji, wiele wątków, a przy tym wszystko tak ze sobą spójne, tak tworzące logiczną całość. Proces profilowania tak doskonały, w każdym akapicie. Jestem zachwycona!
Usiłowałam złapać autorkę na jakimś błędzie, nieścisłości, szczególiku. Uwierzcie, że się nie dało. Wszystko jest tak ze sobą dobrze spięte, że muszę przyznać, Kasiu Bondo - masz mnie!
Mało jest takich pozycji literackich, które tak mnie nakręcają. A, że jeszcze o nich myślę długo po przeczytaniu, to są dopiero ewenementy!
Żebym ja, do przedostatniej strony nie wiedziała, kto zabił? Albo chociaż się nie domyślała? Skandal.
Do samego końca drążyłam temat, kim jest tytułowa Florystka i jak to się stało?
Kiedy wszystko się wyjaśnia, nadal pozostaje w czytelniku znak zapytania, bo radzą się wątpliwości. Ale niepotrzebnie.
Ja się pytam, czemu sama na to nie wpadłam?
Z niecierpliwością zabieram się do innych książek autorki, bo jeśli mają być na takim poziomie, jak "Florystka", bądź lepsze, to szacuneczek.
Chciałam czegoś na plażę, na międzyczas kiedy dzieciaki z tatusiem budują zamki z piasku. Chciałam czegoś, co zabije czas, bo poprzednia książka skończyła się za szybko ( ale o niej innym razem).
I zaczęło się.
Targałam "Florystkę" ze sobą wszędzie. Kibel, wanna, łóżko, autobus, poczekalnia.
Po kilku pierwszych stronach, wiedziałam, że przepadłam. Ten opasły tom, te kieszonkowe wydanie o mamo, zaledwie 570 stron, zdominowało moje codzienne czynności.
Świetny plan akcji, wiele wątków, a przy tym wszystko tak ze sobą spójne, tak tworzące logiczną całość. Proces profilowania tak doskonały, w każdym akapicie. Jestem zachwycona!
Usiłowałam złapać autorkę na jakimś błędzie, nieścisłości, szczególiku. Uwierzcie, że się nie dało. Wszystko jest tak ze sobą dobrze spięte, że muszę przyznać, Kasiu Bondo - masz mnie!
Mało jest takich pozycji literackich, które tak mnie nakręcają. A, że jeszcze o nich myślę długo po przeczytaniu, to są dopiero ewenementy!
Żebym ja, do przedostatniej strony nie wiedziała, kto zabił? Albo chociaż się nie domyślała? Skandal.
Do samego końca drążyłam temat, kim jest tytułowa Florystka i jak to się stało?
Kiedy wszystko się wyjaśnia, nadal pozostaje w czytelniku znak zapytania, bo radzą się wątpliwości. Ale niepotrzebnie.
Ja się pytam, czemu sama na to nie wpadłam?
Z niecierpliwością zabieram się do innych książek autorki, bo jeśli mają być na takim poziomie, jak "Florystka", bądź lepsze, to szacuneczek.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

