Zapuścili tu żurawia...

wtorek, 7 stycznia 2014

Pierdu szmerdu.

I zaczęło się. Nie nie, to już raczej się kończy, mija. Te noworoczne obietnice! Ha haha.Śmiechu warte.
Nie będę palić, pić, tyć, będę się wysypiać, znajdę czas na to i tamto i nawet na sramto!
Pierdu szmerdu, takie pitolenie, pisanie...Zawsze mi się chce z tego śmiać, jak czytam gdzieniegdzie o postanowieniach, obietnicach, po czym za rok czytam, lub słucham o tym samym. Schudnę, będę ćwiczyć, będę czytać książki, będę mniej grać w gierki, pójdę do teatru!
I nic z tego nie wychodzi, albo wychodzi- taki mały bobek, wyciśnięty, wymiętolony, z naszych obietnic, zarzekań.
Dlatego mam dupie, nie obiecuję, nie przysięgam. Nie robię z gęby cholewy.
Ale pomyślę, bo chyba czeka mnie trochę pracy nad sobą.
Mój mąż na sylwestrze usłyszał, od znajomych, że jak on ze mną tyle wytrzymuje.
Piękny początek roku, nie ma co.
Szkoda, że nikomu nie starczyło odwagi, żeby mi to powiedzieć, no ale to już jakby inna kwestia i inny temat.
Niczego nie obiecuję, ale mam kilka refleksji.


A Wy? 

czwartek, 19 grudnia 2013

Daj mi tę noc!

O tak!
Daj mi tę noc, taką, jak ostatnio w hotelu Ibis w Warszawie...albo też taką, jak w Hiltonie...
Daj, daj daj!
Znów! Proszę...

Noc bez wrzasku Filipa:
- Eeeeeeeeeeee!!!!!
- Uuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuu
- Beeeeeee....
- Meeeeeeeeeeeeee

Noc bez wrzasków Mikołaja:
- Mammmmmmmmo!
- Maaamooo!!!
- Pić!
- Maaaaaaaamo, miałem zły sen...
- Mamoooooo, dupka mnie swędzi!
- Mamooooo, kiedy wstajemy?!
- Mammooooo, a wiesz, że babcia ma już łańcuchy na choinkę???

I tak z dziesiąt razy w nocy, wstawaj i się kładź. Kładź się i wstawaj. W nieskończoność.
W miedzyczasie szturachaj chrapiącego męża, słuchaj jak wstaje do kibla, otwiera i zamyka lodówkę, i człap człap człap po przedpokoju.

A potem wstań do pracy, wyglądaj jak tap madl, uśmiechaj się od ucha do ucha, obsługuj wszystkie klientki i jeszcze znoś wizytę regionalniusiej, która o 11 przed południem śmierdzi, jak wieprz.
Co to kurwa dla mnie, co?

Więc daj mi tę noc, gdzie śpię z koleżanką z pracy, która nie chrapie i sika w nocy tylko raz. Proszę!!!

czwartek, 5 grudnia 2013

Ruski kożuch.

Matko jedyna, jak się pisze kożuch? Musiałam skorzystać ze słownika, czad.
Się było w warszawce, się miało mieć sprany mózg, się ma dość, się chce spierdalać, się zmeczyło, się jebnę w łeb, bo chcę zapomnieć. A to wszystko dla nas, cała ta jazda, cały ten dzień w firmie, całe to gówno i stres i nerwy!
Ocena kompetencji.
Tak moi drodzy. Wspólczuję.
Tylko nie sobie, im.
Szkoda mi, że tak sobie móżdżki ( bo mózgów już dawno brak) piorą, sami się nakręcają, popędzają, podniecają! Czym, kurwa ja się pytam, czym!?
O debile z korporacji, jak mi Was szkoda.
Za co to robią? Kasa? Wątpię...
Serdeczne moje współczucia, że musicie teraz mnie oceniać, moje kompetencje, moje umiejętności, zdolności. Nie zazdroszczę. I powiem Wam jedno, co byście nie wyprodukowali na mój temat, jakich wniosków byście nie wysnuli, planów rozwojowych, naprwczych, szkoleń...Powiem Wam jedno: walcie się na ryj, w tych swoich schematach, tabelkach, scenkach.
Bo ja dziś grałam, kogoś- bo przecież nie siebie.
Nie tam moje miejsce, to wiem.
Dyplomacja, poważanie, ściema, kurwa mać ściema na maxa, to ja.
Przecież nie powiem, co myślę, bo mnie wyautujecie, a puki co, to nie czas.
I tylko świetnie było, bo towarzystwo pierwsza klasa, spieradlający pociąg...polecam! I ciepłe, ruskie kożuszki, oj tak,tego w warszawce zabraknąć nie może.


Ps, żarcie w złotych tarasach jest zdecydowanie passe...tłusto, mało, drogo.