Pisałam o mojej koleżance w poście o ciąży
Dziś dotarła do mnie bardzo przykra i smutna wiadomość. Dzidziuś nie rośnie, ciąża jest martwa i należy ją usunąć, zabieg jest jutro.
Jak zawsze mam coś do powiedzenia i nie nadążam z opisywaniem tego, co czuję, tak teraz kurwa mać tylko bym płakała.
Życie jest pojebane, nigdy nie można być niczego pewnym.
Ja pierdolę, nawet sobie nie wyobrażam, co ona czuje, to dla mnie za dużo.
I tylko będę się modlić, żeby ten dzidziulek wrócił...Do niej, do innej mamusi, do kogokolwiek.
Zapuścili tu żurawia...
poniedziałek, 11 marca 2013
czwartek, 7 marca 2013
Pocałujta w dupę wójta!
Zrobiłam w portki wczoraj ze strachu. Z bezsilności i całej reszty.
Odebrałam Mika z przedszkola, byłam z Filipem w wózku. Pod przedszkolem spotkałam zaprzyjaźnioną mamę. Aga też była z synem w wieku Mika (Leszek) i drugim w wieku Filipa (Kostek).
Postanowiłyśmy razem się przespacerować, skoro pogoda piękna, młodsi śpią, a starsi bardzo się lubią.
I co?
Nagle patrzymy a Miki i Leszek biegną przed siebie, po chodniku, przy ruchliwej ulicy. Nie słyszą naszego wołania, biegną dalej.
Przed nimi największe skrzyżowanie na osiedlu, a oni biegną dalej. My w krzyk z Agą i biegniemy za nimi, z wózkami...
Horror.
Zatrzymali się przed pasami i schowali przed nami za drzewem.
Ręce mi opadły, myślałam, że zacznę płakać. Totalna niemoc, jak to niewiele potrzeba.
A dla nich świetna zabawa.
Byłam taka zdenerwowana, że jakbym miała smycz, to Mika zaczepiłabym do wózka...
I ten ich rechot...Pocałujta Wy nas...
Najgorsze jest to, że niby wiedzą, że źle zrobili, ale nie dociera powaga sytuacji.
Jak to ugryźć?
Odebrałam Mika z przedszkola, byłam z Filipem w wózku. Pod przedszkolem spotkałam zaprzyjaźnioną mamę. Aga też była z synem w wieku Mika (Leszek) i drugim w wieku Filipa (Kostek).
Postanowiłyśmy razem się przespacerować, skoro pogoda piękna, młodsi śpią, a starsi bardzo się lubią.
I co?
Nagle patrzymy a Miki i Leszek biegną przed siebie, po chodniku, przy ruchliwej ulicy. Nie słyszą naszego wołania, biegną dalej.
Przed nimi największe skrzyżowanie na osiedlu, a oni biegną dalej. My w krzyk z Agą i biegniemy za nimi, z wózkami...
Horror.
Zatrzymali się przed pasami i schowali przed nami za drzewem.
Ręce mi opadły, myślałam, że zacznę płakać. Totalna niemoc, jak to niewiele potrzeba.
A dla nich świetna zabawa.
Byłam taka zdenerwowana, że jakbym miała smycz, to Mika zaczepiłabym do wózka...
I ten ich rechot...Pocałujta Wy nas...
Najgorsze jest to, że niby wiedzą, że źle zrobili, ale nie dociera powaga sytuacji.
Jak to ugryźć?
wtorek, 5 marca 2013
Koniec
Stało się.
Dziś byłam po raz ostatni na rehabilitacji. Niby tylko 2 tygodnie, ale jednak dla mnie, aż 2 tygodnie.
Jakoś źle się czułam w tym towarzystwie, wśród komentarzy rzuconych, gdy niby nie słyszę, że młodzi też chorują.
Ano chorują.
Chcę zamknąć ten rozdział i pamiętać tylko śmieszne rzeczy. Jak to ja;)
Berety na wieszakach, zajmowanie dwóch szafek w szatni, celem umieszczenia w jednej butów, w drugiej całej reszty.
Więc koniec.
A 8 kwietnia wracam do pracy i bardzo proszę, abym mogła w spokoju pracować, nie czując moich lędźwi. Błagam.
Kolejnej rehabilitacji nie zniesę.
Dziś byłam po raz ostatni na rehabilitacji. Niby tylko 2 tygodnie, ale jednak dla mnie, aż 2 tygodnie.
Jakoś źle się czułam w tym towarzystwie, wśród komentarzy rzuconych, gdy niby nie słyszę, że młodzi też chorują.
Ano chorują.
Chcę zamknąć ten rozdział i pamiętać tylko śmieszne rzeczy. Jak to ja;)
Berety na wieszakach, zajmowanie dwóch szafek w szatni, celem umieszczenia w jednej butów, w drugiej całej reszty.
Więc koniec.
A 8 kwietnia wracam do pracy i bardzo proszę, abym mogła w spokoju pracować, nie czując moich lędźwi. Błagam.
Kolejnej rehabilitacji nie zniesę.
Subskrybuj:
Posty (Atom)